Ranking najbardziej hardcore-owych rollercoasterów w Energylandii - TOP 7

Kategorie: Rankingi
Energylandia to świetny park rozrywki z atrakcjami z różnych dziedzin, jednak bez wątpienia jednym z dominujących atutów tego parku jest imponujący zbiór tzw. kolejek górskich czyli rollercoasterów.
Ranking najbardziej hardcore-owych rollercoasterów w Energylandii - TOP 7

Wybór rollercoasterów w parku rozrywki w Zatorze jest imponujący - łącznie jest ich około 20. Można je pogrupować ze względu na poziom zaawansowania - od najmniej ekstremalnych, dostępnych nawet dla kilkuletnich dzieci, po te najbardziej ekstremalne, mocno podnoszące poziom adrenaliny. Oczywiście w tym artykule chciałbym się skupić właśnie na tych najbardziej ekstremalnych.

W internecie można znaleźć wiele rankingów dotyczących rollercoasterów w Energylandii i oceniających ich poziom "hardcore-u", jednak osobiście z żadnym z nich się w pełni nie zgadzam. Wiele z nich opiera się na danych technicznych, a nie realnych odczuciach z przejazdu. 

Oczywiście, wysokość spadku czy prędkość z jaką porusza się wagonik kolejki górskiej przyczyniają się do wpływu na poziom doznań i emocji podczas przejazdu, jednak nie są jedynymi czynnikami, które ostatecznie wpływają na ocenę "hardcore-owości". Dlatego postanowiłem stworzyć własny ranking siedmiu najbardziej ekstremalnych rollercoasterów w kolejności od "najbardziej łagodnego" do najbardziej "ostrego" wraz z uzasadnieniem.

 

7. Speed Water Coaster

Moim zdaniem to najbardziej przereklamowany pod kątem "ekstremum" rollercoaster. Oczywiście, nie neguję przyjemności z korzystania z tej kolejki - cały przejazd jest bardzo atrakcyjny, trwa ponad 3 minuty (czyli trwa średnio 3 razy dłużej niż przejazdy większością kolejek) i mamy tutaj dużą różnorodność: najpierw płyniemy wagonikiem przez Lazy River, potem winda wznosi nas na wysokość ok. 50m, następnie z prędkością 110km/h zjeżdżamy w dół pod kątem 45 stopni, robimy kilka w miarę łagodnych pętli, żeby pod sam koniec zjazdu zostać porządnie ochlapanym wodą.

Nie można odmówić Speed Water Coaster atrakcyjności i przyjemności z korzystania (zwłaszcza w upalny dzień) oraz pięknych widoków z góry i to są powody dla których Energylandia może reklamować tę kolejkę jako swój atut. Być może dla osób z lękiem wysokości  Speed Water Coaster może dawać ekstremalne doznania. Oczywiście prędkość na poziomie 110km/h także plasuje w czołówce tę kolejkę, jednak prędkość ta jest osiągalna po zjeździe przypominającym zjazd ze stoku (45%), nie pionowy spadek "w dół", zatem doznania po kątem "hardcore" nie są aż tak mocne jak w innych kolejkach z tej listy.

 

6. RMF Dragon

Dane techniczne "na papierze" wyglądają bardzo łagodnie - maksymalnie 75km/h wysokość na poziomie 20m, więc w teorii wypada to dość blado przy Water Speed, który jest niżej w rankingu. Ale to nie liczby podnoszą adrenalinę. Tutaj rozpoczęcie podróży zaczyna się o powolnego wjazdu na szczyt po to, by następnie zaliczyć z dużym impetem niemalże pionowy spadek w dół. I tym razem zamiast wagoników mamy podwieszane krzesełka, które podnoszą poziom adrenaliny - przelatujemy przez podziemny korytarz po to, by po chwili z powrotem wbić się w górę. Emocje są podkręcane przez wąskie przepusty i ściany, które powodują pojawianie się w głowie myśli, czy zaraz o coś nie zaczepimy nogami. Pomimo niższej prędkości i mniejszych wysokości wąskie przepusty i bliskość ścian powodują bardziej ekstremalne odczucia niż na Water Speedzie, gdzie rozległość przestrzeni nie sprzysparza klaustrobicznych odczuć. Dlatego klasyfikuję Dragona nieco wyżej pod kątem ekstremalnych doznań.

 

5. Formuła

Na początku mamy niesamowity start - zostajemy w jednej chwili wystrzeleni do prędkości 100km/h po to, żeby zaraz zrobić pionowe kółko z tzw. inwersją (czyli przejazd głową w dół).  Spore przeciążenia i nagłe zwroty akcji, to "robi robotę" - dużo emocji i adrenaliny i ogólnie jest tego nieco więcej niż na Dragonie.

 

4. Abyssus

O Abyssusie można powiedzieć, że to starszy brat Formuły. Mamy podobny, wystrzałowy start, ale przejazd jest dłuższy, a tor kolejki operuje na większych wysokościach niż w wypadku Formuły, czyli siłą rzeczy jest intensywniej niż w wypadku Formuły, więc Abyssus jest wyżej w rankingu.

 

3. Mayan Zero Limitów

O ile Abyssus można nazwać starszym bratem Formuły, o tyle Mayana można nazwać starszym bratem RMF Dragona - to także kolejka krzesełkowa. Suche dane techniczne, czyli nieco większa prędkość i operowanie na większej różnicy wysokości niż Dragon nie byłyby powodem, aby przeskoczyć ostrego Abyssusa w rankingu. Nawet pierwszy zjazd startowy wydaje się nie być tak ostry jak w Dragonie. Ale potem Mayan udowadnia, że trafił na trzecie miejsce nie bez powodu. Liczne nagłe zmiany kierunku i inwersje powodują, że tracimy orientację w temacie aktualnego położenia. To jest naprawdę ostra jazda. Przez chwilę nawet zastanawiałem czy na trzecim miejscu powinien być Abyssus czy Mayan. Jednak gdy przypomniałem sobie wszystkie odczucia w trakcie jazdy (a jechałem obydwoma kolejkami w krótkim odstępie), to z czystym sumieniem mogę zaklasyfikować Mayana na trzecią pozycję, jako dawcę nieco większej dawki adrenaliny (pomimo, że Abyssus też dostarcza jej duże ilości).

 

2. Pepsi Hyperion

Król Energylandii, chyba najbardziej rozpoznawalny rollercoaster, zdaje się zalicza się do światowej czołówki. To że znalazł się na drugim miejscu za Zadrą nie umniejsza jego roli i dominatora pod kątem statystyk. Zresztą wraz z Zadrą Hyperion stanowią odrębną ligę w stosunku do pozostałych kolejek. To jest "top of the top".

Poza tym - Hyperion posiada bez wątpienia najładniejszą oprawę wprowadzającą do kolejki - przejście przez długą strefę kolejkową, stylizowaną na stację kosmiczną, wyświetlane na monitorach filmy o tematyce kosmicznej - to wszystko wprowadza atmosferę, która powoduje, że rzeczywiście czujemy się jak podczas przygotowań do lotu w kosmos. Nawet fotele wagoników mają wygląd imitujący fotele statku kosmicznego i jako zdaje się jedynie w tym rollercoasterze umożliwiają umieszczenie w jednym rzędzie po 4 osoby, a nie po 2.

Ale oprawa, pomimo swojej niesamowitości to dopiero początek.

Hyperion robi niesamowite wrażenie nawet gdy się na niego patrzy z zewnątrz, gdy się widzi jego okazałą wysokość i rozległość. To naprawdę robi wrażenie - na początku wagonik wjeżdża na wysokość 77m (to wysokość postawionych na sobie dwóch wieżowców 11 piętrowych!). I nagle spadamy na ponad 80 metrów w dół, poniżej poziomu podłoża do podziemnego tunelu - nieco podobnie od RMF Dragona, z tym że tutaj z prędkością prawie dwa razy większą (142km/h zamiast 75km/h!). Wyobraźcie sobie, że spadacie pionowo z dwóch jedenastopiętrowych budynków postawionych na sobie. Albo nie wyobrażajcie sobie tego, po prostu zaliczcie zjazd z Hyperiona. Tego nie da się opisać słowami.

Dalej mamy różne zawijasy, podbitki góra-dół, podczas których wyraźnie odczuwamy, że nasza pupa odrywa się od fotela i tylko podwójne zabezpieczenie powoduje, że nie "odlatujemy" z niego. W zasadzie zawijasy i przechyły toru jazdy nie byłyby niczym szczególnym, gdyby nie niesamowita prędkość z jaką poruszamy się na Hyperionie, to jest naprawdę ekstremalne. I na koniec dla ostudzenia emocji otrzymujemy delikatny prysznic  - w porównaniu do Speed Water Coastera jest on delikatny i subtelny.

 

1. Zadra Made in Małopolska

W tym momencie zrobiłem chyba największą rewolucję rankingową - większość rankingów typuje Zadrę niżej niż Hyperiona. Ale chciałbym przypomnieć, że w tym rankingu oceniam nie piękno, oprawę czy dane techniczne, tylko ocenę ekstremalności danej kolejki. 

Tak jak wspomniałem, Zadra i Hyperion to dwie kolejki, które stanowią jakby odrębną ligę wśród rollercoasterów w Energylandii. I jeżeli chodzi o oprawę, komfort, osiągi wysokości to bez wątpienia Hyperion wyprzedza Zadrę. Albo pod kątem ekstremalności, to Zadra nieco bardziej wysuwa się na prowadzenie.

Na początku sam zjazd jest niby trochę podobny jak Hyperionie - wjeżdżamy powoli na szczyt, żeby zaraz zjechać niemalże pionowo w dół osiągając potężną prędkość. Wysokość (63m) i prędkość (120km/h) są minimalnie mniejsze, ale przy tym poziomie ekstremów chyba niewiele osób odczuje tą różnicę.  

Ale o ile podjazd początkowy w Hypieronie jest komfortowy i mamy do czynienia z fotelami, które są wygodne i dopasowane, to tutaj na start mamy bardziej ekstremalne warunki - fotele nie mają oparcia na głowę i górną część pleców, zamiast dużych, rurowych uchwytów mamy małe paski, a złowieszczy terkot wagonikach na drewnianej konstrukcji odbiera nam nieco poczucia bezpieczeństwa i gdzieś z tyłu głowy zastanawiamy się, czy to się nie rozpadnie - napięcie narasta jak w filmach Hitchcocka.

Sam zjazd jest podobny - spadamy w dół z dużą prędkością. Tutaj nie ma tunelu jak w Hyperionie, za to jest masa przewężeń konstrukcyjnych, które wydają się być zbyt blisko i budzą obawy, że zaraz o nie zawadzimy. Zawijasy i zmiany kierunków przy dużej prędkości, podobne odczucia jak w Hyperionie. Ale tutaj dochodzą jeszcze inwersje, których nie było przy Hyperionie. To trochę jakby w Zadrze połączono szykany Mayana i prędkość Hyperiona. Przejazd na Hyperionie sprawiał wrażenie, że osiągnęliśmy maksymalne ekstremum doznań kolejki górskiej. Ale Zadra pokazuje, że da się to jeszcze nieco podkręcić.

 

Podsumowanie

Osobiście nie dzielę rollercoasterów na lepsze i gorsze, każdy ma swój urok, Hyperion uważam, za Mount Everest Energylandii, a Zadrę za K-2 ;-) Uwielbiam klimat RMF Dragona, ekstremalne wygibasy Mayana oraz Abyssusa i Formułę za dopalany start. A gdy chcę przejechać się relaksacyjnie, to korzystam z Water Speeda ;-)

Jeżeli masz inną opinię i nie zgadzasz się z moim rankingiem, to zapraszam do przestawienia swojej opinii komentarzach. Ale jeżeli podzielasz moje opinie, to także zapraszam do skomentowania mojego artykułu ;-)

 

 

Zobacz także

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!